Mów mi pączuszku

Mów mi pączuszku

Autorka: Weronika Pawlak

Śniadanie w posiadłości. Wszyscy są rozemocjonowani, zdezorientowani. Dwa miesiące temu ledwo uszliśmy z życiem. Teraz jesteśmy w pięknym domu i naprawdę stajemy do walki o całe miasto. Wiemy, że ta gra nie będzie czysta. Czujemy, że nie możemy wszystkim ufać. Zastanawiamy się gdzie najpierw pójść, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o mieście. Bercik zdecydowanie chce się zapuścić w niziołcze podziemie. Być może znajdziemy tam coś ciekawego. Przy okazji Albert dziwi się, że jeszcze nie doszło do żadnego zamachu. Jak sam twierdzi – już wcześniej się nam to zdarzało, więc tu jest to jeszcze bardziej prawdopodobne. Podczas śniadania czujemy coś niepokojącego. Jakbyśmy patrzyli i  nie widzieli. Jakiś ważny szczegół nam umyka. Hortensja, nasza kucharka jest nieco (tylko nieco) podejrzana. Krząta się zbyt często pod nogami, niby to donosząc jakieś potrawy, ale nie domyka drzwi… a może to tylko przeczucie. 

Plan na dziś: wybadać miasto a wieczorem wybrać dramaturga, który swoją sztuką ucieszy lokalną szlachtę. Bez sensu wydane pieniądze, ale podobno tak trzeba w to grać. Farrenstra i Bercik wybadają jak dostać się do niziołczego podziemia. Salundra z Olivią ruszą na stare śmieci. Może nieco sentymentalnie, jednak Salcia chciałaby odwiedzić Karczmę Pod Czerwonym Księżycem, gdzie świętowała brak męża (gdy jej ojciec postanowił ją zgarnąć z pewnego traktu i wydać za podstarzałego hrabiego z Carroburga).  

W Czerwonym Księżycu od razu rzuciły się nam w oczy znajome rysy twarzy. To on. Lisovski. Ten, który kiedyś zapewniał zlecenia Salundrze, by potem jego wspólnik ograbił zamek Drakenburgów. Pośrednio dzięki niemu poznała swoich przyjaciół jak zbierała obstawę do zlecenia. Jednak aktualnie nie wyglądał najlepiej. Rzeczywiście, krótka rozmowa ujawniła wiele ciekawych szczegółów. Łasicovski zgarnął kapitał spółki i został…. RAJCĄ MIEJSKIM UBERSREIKU. Ta szumowina. 

Oprócz tego dowiedziały się, że sławny Baron ze slumsów jest przemytnikiem. Między innymi szmugluje dziwnokorzeń, który ma silne działanie narkotyczne. A dokładając do problemów i tak nędznego Ubersreiku, okazało się, że Jungfreudowie omijają miasto z dostawami węgla. Więc gdyby nasi bohaterowie chcieli zostać handlarzami torfu to na pewno sporo by zarobili. Ach wspaniała była ta rozmowa. Po 3 butelkach wódki, ostatnią sugestią pana Lisovskiego przed spotkaniem z podłogą  było porozmawianie z Ernstem Zimmermannem. Olivia niestety nie była w lepszym stanie. Jeszcze wiele musi się nauczyć. Było co raz później… a my to miałyśmy iść do Straży Miejskiej! Zapomniałam.

Tymczasem, Farrenstra i Bercik ruszyli po śladach Hortensji. Szła daleko. Przeszli Wielki Most i szli, i szli i szli. W końcu trop się urwał się przed sklepem mięsnym. Podejrzane? W środku wędliny, mięsiwa z różnych części Reiklandu. Wspaniałe! Bercik nie mógł się oprzeć. Kto by się spodziewał, że Hortensja nasza kucharka przyszła tu kupić mięso? Szok. No ale Bercik co nieco popytał, i dostał namiary na kontakt do niziołczego podziemia. 

Spotkaliśmy się w Czerwonym Księżycu. Lisovskiego postanowiliśmy wziąć ze sobą. Wychodząc wpadła na nas jakaś niziołczyca. Goniło ją 3 osiłków. Bercik pomógł jej zwinąć się niepostrzeżenie kiedy my stanowiliśmy zaporę przed atakiem. Nowa znajoma okazała się być siostrą naszej dawnej towarzyszki Morelii Brandysnap. Przedstawiła się jako Mimi i chciała wiedzieć, czy jej siostra żyje.

Nie wiem. Odparła Saludnra. Zniknęła. Można spodziewać się, że nie żyje, bo nigdy jej nie odnaleźliśmy, jednak z tego samego powodu, ciągle mamy nadzieję, że kiedyś ją zobaczymy. 

Spotkaliśmy się na obiedzie. Mimi została z nami przy posiłku. Przy okazji podeszła do Bercika. Mocno go przytuliła szepcząc na ucho, czy możesz to dla mnie przetrzymać? Tylko tydzień. No może dwa. I dała mu wielkiego całusa w policzek. No nie udało mu się oprzeć wdziękom tej dziewczyny. Wziął. Ale nie udało mu się też oprzeć by nie zajrzeć do wnętrza przekazanej sakiewki. W środku spoczywał sygnet. Po obejrzeniu przez drużynę okazał się on być sygnetem generała Dabernicka, aktualnie sprawującego nadzór nad Ubersreikiem z ramienia Imperatora. Bercik się zestresował. Mieliśmy tu klucz do wielu drzwi, ale samo posiadanie tego klucza mogło być naszą kompromitacją. Nasze rozważania o sygnecie usłyszał Elias, a ten szybko pobiegł z informacją do wuja Erwina.

Wujowi Erwinowi nie można zbyt wiele mówić. Bo pochopnie podejmuje ryzykowne decyzje. Wparował – Gdzie jest sygnet? Bercik starał się utrzymać na nogach. SYGNET. Bercik grzecznie przekazał sakiewkę. Wuj wyszedł. I tak się właśnie załatwia delikatne sprawy.

Wieczorem udaliśmy się do lokalu „Pod Wybuchającą Świnką”, w którym czekało na nas czterech dramaturgów. Chociaż w niektórych przypadkach to nie był trafiony opis. 

Pierwszym był właściciel areny gladiatorskiej „Blaszana Ostroga” Wilhelm Schutteln. Zaproponował wystawienie historii czarnoksiężnika Konstantina von Drachenfelsa. Bo już gotowe. Mało przebojowe.

Drugim był właściciel teatru Variete. Benedict Gurkenfeld. On był gotowy na wszystko. Bardzo przekonujący. Miał lokal, aktorów, pomysły, doświadczenie i mieścił się w budżecie. Może wspaniała sztuka o Gotreku Gurrnisonie? 

Trzeci, strigański bajarz Vladimir Notzen. Ze swoją trupą mieli pomysł na wielkie widowisko z dzikimi zwierzętami i fajerwerkami. Mocne, ale czy szlachta jest na tyle otwarta by oklaskiwać Strigan?

Czwartym był niezwykle, nawet jak na standardy innych ras, przystojny Elf. Zaproponował Balet. Co było najlepsze? Jego trupa była w drodze do Altdorfu gdzie miała wystąpić przed Karolem Franciszkiem. 

Najbardziej racjonalny był wybór teatru Variete. Jednak zbyt drogi balet kusił nas co raz bardziej. Zbyt drogi. Ale na tym świecie da się jeszcze negocjować! Kolacja Salundry z Geilifem Silbergloomem poszła nad wyraz dobrze. Skończyła się dogadaniem kontraktu na balet i śniadaniem. Kto wie czy tylko jednym śniadaniem. 

Wieczorem Bercik, Farrenstra i Olivia udali się do miejsca, gdzie mieli spotkać się z przedstawicielami niziołczej przestępczości zorganizowanej. W Wieprzowej Jamie w dokach spotkali się z Łagodą Lovehaven, przedstawicielką rodu złodziei. Oczywiście to była dopiero gra wstępna. Na początku niziołki muszą upewnić się, że kontrahent jest poważny i zdesperowany. Pierwszą ofertę stanowiła głowa Barlina Srebrnobrodego z Devihafen. Wielu podobno zaszedł za skórę. Jednak Barlin był krasnoludem, do którego mieliśmy się udać. Ewentualnie mogliśmy zlikwidować Ernsta Zimmermanna… Bercik zapewnił, że zobaczy co da się zrobić.

Gdy wrócili do posiadłości Bercik spotkał Wuja Erwina. W zwykłej pogawędce, jakby przez przypadek napomknął o sprawie załatwienia Ernsta. Wujowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Już niemal po chwili, zakrwawiony, z wydartymi paznokciami Ernst dyszał w lochu posiadłości… Wuj bardzo szybko dowiedział się, że to on stoi za włamaniami w mieście. Jako przewodniczący Gildii Stolarzy, produkował uznane wśród szlachty sekretarzyki. I zawsze dorabiał sobie kopię klucza, co umożliwiało  mu szybkie i ciche kradzieże. Dlatego niziołkom tak na nim zależało. Oprócz tego Ernst był bardzo zaufanym człowiekiem burmistrza Mallera… To, że ktoś może znaleźć go w tym miejscu i w takim stanie nie koniecznie może nam wyjść na dobre.

Co zatem z nim zrobić?

Image by Pete Linforth from Pixabay 

c

Lorem ipsum dolor sit amet, unum adhuc graece mea ad. Pri odio quas insolens ne, et mea quem deserunt. Vix ex deserunt torqu atos sea vide quo te summo nusqu.