Finał sezonu – koniec przygód w Dolinie Rzeki Egger

Finał sezonu – koniec przygód w Dolinie Rzeki Egger

Autorka: Weronika

Korekta i Redakcja: Michał

Aktorzy:

Salundra von Drakenburg – pani Kapitan

Farrenstra – elf, najlepsza łuczniczka, łowczyni

Bercik – niziołek, pragnący zemsty na Normanie

Yorek (BN) – młody chłopak, członek naszej drużyny

Alfred, Ojciec, Jurji (BN) – najemnicy z Bergwerk

Norman Radler (BN) – przywódca szajki czapek, trzęsącej połową Doliny

Krwawy Juhas & Kompania (BN) – gangster z Wurtbadu, partner biznesowy Normana

Mroczny – przywódca szajki, kapturów

Czapki – ludzie Normana

Szlama – czarodziej z kolegium cienia,

Było późne popołudnie, ukrywali się za wozem z sianem na terenie karczmy „Pod Roztańczonym Lisem”. Byli niemal pewni, że to właśnie tutaj ukrywał się Norman Radler. 

Salundra, Bercik, Farenstra, Yorek. Razem z nimi byli najemnicy z miasta: 

  • Ojciec – woźnica z kuszą, 
  • Alfred – taki podobny do nikogo; 
  • Jurji – w czarnym golfie z wielkim, półtora ręcznym mieczyskiem. 

Oni nie mogli się doczekać jatki. Salundra już niekoniecznie. To były zwykłe gangsterskie porachunki. Nie musiała wysyłać tam przyjaciół. Ale wiedziała, że jeśli tego nie zrobią – zostawią za sobą bagno, które sami stworzyli. To oni wypuścili Normana. To oni obiecali jego głowę Mrocznemu. W dodatku Bercik bardzo chciał pomścić swoich braci. Chyba to przeważyło szalę. 

Mieli mapę terenu. Zrobili wcześniej rozpoznanie podczas poprzedniej wizyty. Całą posesję monitorował patrol trzech krasnoludów z psami. Zresztą samych kundli było więcej w klatkach za słynną areną pana Normana. Nowi koledzy bardzo rwali się do bitki. Ale potrzebowali chociaż zrębu planu. Jakiegokolwiek. Dowódczymi nie mogła pozwolić na samowolkę. Bercik z Jurijem udali się na zwiad. Niziołek zajrzał do okien. Puste pokoje. Tylko z bocznych drzwi słychać było krzątaninę kucharek. Farrenstra ustawiła pułapkę pod drzwiami frontowymi. Wszyscy wrócili za wóz.

Może powinni narobić hałasu, żeby rozjuszyć psy. Albo po prostu wejdą i wezmą ich z zaskoczenia. Zastanawiali się na tyle długo, że Bercik pod wpływem chwili postanowił działać. Wziął swoją kurę z kokardą u szyi i biegiem ruszył w stronę psów. Chciał je wkurzyć. W połowie szybkiego sprintu niziołek dostał dwa bełty. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że ktoś będzie strzelał z niewielkiej wieży dobudowanej do Gospody. Nie poddał się jednak. Rzucił kurę psom i uciekł w las. Rozwścieczone bestie zaczęły ujadać. Patrol ruszył za nim w pogoń. 

Farrenstra postanowiła wyjść na zwiad – schowała się w lesie i obserwowała. W tym samym czasie z drzwi budynku, w którym jak podejrzewali, ukrywał się Norman, wyszło czterech mężczyzn. Bacznie się rozglądali. Jeden z nich ruszył dalej. Wpadł w pułapkę. Drużyna wypadła zza wozu wprost na nich. Rozpoczęła się pierwsza walka tego wieczoru. Yorek, Jurji, Ojciec i Salundra natarli. Alfred mruczał coś pod nosem w zupełnie niezrozumiałym języku. Co pewien czas ewidentnie zdenerwowany rzucał wiązankę przekleństw pod nosem. Do czterech walczących facetów, dołączyły dwie ukryte w oknach krasnoludzice strzelające z pistoletów, i jeden kusznik. Łatwo nie było – po pierwszej salwie Alfred i Ojciec uciekli z przerażeniem, kryjąc się za wozem. 

Tymczasem w lesie, patrol na dźwięk gwizdka, zaprzestał pościgu. To był moment, który chciał wykorzystać Bercik. Miał bombę. Odłamkową. Była przeznaczona dla Normana, jednak czuł, że rzucenie jej w budynku to duże ryzyko również dla jego drużyny. A teraz jednym rzutem mógłby wyeliminować pokaźny patrol. Rzucił. Bomba wybuchła z hukiem. Psy padły. Krasnoludy mocno oszołomione, z krwawiącymi oparzeniami nie wiedziały co się dzieje. Farrenstra nie miała trudnej roboty. Trzy strzały. Celne i czyste. 

Przed budynkiem trwała dalej potyczka. Salundra zdecydowała się wejść, spróbować odnaleźć kransoludzice. Farrenstra widziała, jak przestępuje próg, jak najemnik Normana zamachuje się mieczem i jak ze środka tryska krew. Znowu – jeden strzał. Chłop padł. Salundra jednak nawet bez kaftana nie jest pierwszą lepszą żołnierką. W środku było cicho i pusto. Wytężyła słuch. Chyba barykadowali się na górze. Padł pomysł, żeby ich podpalić. Wówczas podusiliby się. Jurji był prostym człowiekiem. Ruszył do kuchni, pozbył się trzech kucharek i rozpoczął podpalanie zgodnie z rozkazem. Później wszyscy wrócili za wóz. Szybko opatrzono rany. Łyknęli dla wzmocnienia. Dom się rozpalał powoli. Powoli. Powoli. Za wolno. Ledwo ogień zaczął smagać boczną ścianę, zjawili się ludzie z karczmy i zaczęli gaszenie. Szybko poszło, ogień zniknął, zostawili tylko poczernione resztki kuchni i uprzątnęli ciała.

Zadali pierwszy cios. Oni na pewno byli w środku, zabarykadowani na górze. Musieli wiedzieć, że na nich polują. Drużyna nie miała innego wyjścia, tylko przeć dalej. Nadszedł czas improwizacji. Zaczęli od sprawdzenie dołu. Albert odnalazł klatkę schodową. Góra czy dół. Zadecydowali – góra. Tylko ruszył i rozległ się huk. Tak zdecydowanie to był pistolet krasnoludzicy.

Alfred ciągle coś mamrotał pod nosem. Trochę nie dopuszczali do siebie tej myśli, ale każdy wiedział o co chodzi. Nagle buchnęły różowe płomienie i na górze rozległ się wybuch. Krzyki. Bieg. Chyba przeciwnicy wycofywali się w głąb twierdzy Normana. Jednak płomienie buchały dalej. Trzeba było poczekać.

W tym czasie Salundra, Farrenstra i Yorek ruszyli w dół do piwnicy. Elficka zwiadowczyni swoim bystrym okiem zaczęła uważnie studiować ślady na klepisku. I po chwili uznała, że NA PEWNO szły tędy cztery ogry z armatą. No to już nie były przelewki. Nie chcąc na nich trafić, bohatersko ruszyli do wąchania drzwi. Czy na nos da się wyczuć co tam może być. I na nos wychodziło, że była tam brukiew i cebula. Ale na górze kończyło się dopalać. Bercik pospieszał, żeby iść dalej. 

Ruszyli w górę. Nikogo tam nie było. Jednak bystre oko Farrenstry dostrzegło ślady poobijanych czapek. Można było dosyć łatwo zobaczyć dokąd poszli. Drużyna była już dość mocno pokrwawiona. Mieli przed oczami, jedynie cel – zabić Normana. Z zewnątrz niepozorny budynek okazał się istnym labiryntem w środku. Otwierali coraz nowe drzwi, by trafić do kolejnych pustych pomieszczeń. W końcu dotarli do pięknej komnaty, z żelaznym drzwiami. Jednak ślady wrogów prowadziły do regału z książkami. Stara sztuczka. Rozebrali regał. Za nim ukazały się drzwi. Po ich otwarciu Ojciec dostał dwoma bełtami. Padł bez siły na ziemię. Niewielki korytarz miał po bokach lufty, z których bez problemu można było strzelić w każdego przechodnia. Farrenstra z Salundrą zablokowały wykusze deskami z regału. Bercik poszedł dalej. Trafił do pustej sali barowej. Pusto. Jurij wycofał się. Niziołek jednak poczuł jak coś owija się wokół jego szyi. Zaciska się i nie pozwala na wzięcie wdechu czy choćby krzyk. Dusił się bezgłośnie, sam w pustej sali. Na szczęście w pewnym momencie puściło.

Salundra i Farrenstra miały już otwierać okute żelazem drzwi, gdy usłyszały huk z miejsca, do którego udał się Bercik. 

To był początek. Początek końca dla wielu.

Gdy wszyscy weszli do pomieszczenia, z drzwi naprzeciwko wydobyła się gęsta, otumaniająca mgła. Drużyna nic nie widziała, wszyscy zostali powaleni. Przeciwnicy więc mogli strzelać do nich jak do kaczek. Salwa uderzyła w panią Kapitan. Padła gdzieś przy ścianie. Trudno było jakkolwiek walczyć. Dobrze, że mgła opadła. Jednak byli coraz bardziej podziurawieni. Norman, Krwawy Juhas, Cztery Krasnoludzkie siostry i mag cienia. W chaosie Farrenstra postanowiła zaryzykować. Wystawiła się na strzał z Juhasowej kuszy by strzelić prosto w Normana. To był dla niego szok. Juhas oczywiście również trafił. Alfred strzelił zielonkawym światłem. Coś wybuchło. Farrenstra znowu strzeliła w stronę dowódcy czapek. Celnie, w sam środek oka. Jednak Juhas już nie mógł jej zdzierżyć. Powalił ją jednym cięciem topora. Alfred również padł, a z jego szczątków wypełzły dwa niebieskie skoślaki. Alfred, Ojciec i Jurji nie żyli. Yorek, Salundra, Bercik i Farrenstra leżeli nieprzytomni. Norman leżał pod ścianą z dwoma elfikckimi strzałami w głowie. Juhas wycofał się, zabrał złoto Normana oraz więźniów z piwnicy. Na miejscu zjawił się Myrill. Zebrał ledwo żywą kompanię i wywiózł. Szepnął tylko siostrze na ucho – dzięki Siostra – teraz władam całą Doliną.

Nastąpił koniec sezonu 3.

Image by Stefan Keller from Pixabay 

c

Lorem ipsum dolor sit amet, unum adhuc graece mea ad. Pri odio quas insolens ne, et mea quem deserunt. Vix ex deserunt torqu atos sea vide quo te summo nusqu.

Wieści z gawry

Pazuremspisane, wprost do Twojego legowiska