Lochy, bobry i pogrzebacz za beczką

Lochy, bobry i pogrzebacz za beczką

Autorka: Maja Sidor

Drużyna:

Terenia – przerażona otaczającym ją światem pracowniczka fabryki

Alojzy – zapalony, początkujący dziennikarz, wszędzie szukał sensacji

Bolesław – zarządca majątków ziemskich, lubi pieniądze

Zelvinas – zwykły szarak, biedna szlachta

Dzień Pierwszy

To był pochmurny dzień. Wszyscy chcieli iść dalej jednak burza, która nadeszła nad Byrtniki zmusiła ich do zatrzymania się w karczmie.W pomieszczeniu panował półmrok, zamówili jedzenie i gorzałkę.  Siedzieli przy jednym stole i rozmawiali o dalszych planach. Wszyscy liczyli, że rozmowy z miejscowymi, przyniosą jakieś nowe informacje i pomogą znaleźć cel. Niestety jednak, częściowo przez swój nietakt, nie dowiedzieli się za wiele. Kilka plotek i jeszcze więcej pytań niż mieli wcześniej. Ciężko było zdecydować czy chcą odwiedzić tresowanego tygrysa (Alojzy bardzo chciał napisać o nim artykuł), bogatego hrabiego, jego wroga Rejtana czy może mieszkającą na skraju wsi tajemniczą damę. Na koniec wspólnie podjęli decyzje, że następnego dnia rano wyruszą spotkać Rejtana.

Kiedy wstali w powietrzu unosiła się gęsta mgła, ale nie przeraziło ich to. Wyruszyli na szlak. Po dotarciu do posiadłości dowiedzieli, się, że właściciel akurat wyjechał i wróci dopiero za kilka dni. Zanim ruszyli dalej zdążyli jeszcze wypytać zarządcę posiadłości o okolice i najświeższe wydarzenia, które się w niej działy. Po drodze do zamku hrabiego zwrócili uwagę na kryptę, która znajdowała się na skraju lasu, jednak zdecydowali, że jest już za późno, aby się tym zająć. 

Wrota zamku były zamknięte. Zbliżał się wieczór, a oni nie mieli gdzie spać, więc zdecydowali się żeby zapukać. Drzwi otworzył im stary klucznik, który wyraził zgodę, żeby porozmawiali z Hrabią, który niedawno wrócił z dalekiej podróży. Właściciel posiadłości zgodził się ich przenocować, każde dostało oddzielny pokój. Następny dzień minął im na zwiedzaniu zamku i rozmawianiu z jego mieszkańcami, Alojzemu udało się nawet umówić na wywiad z Hrabią na temat jego podróży. 

Wieczorem Terenia wpadła na pomysł przeszukania podziemi, próbowała namówić do tego swoich towarzyszy jednak wszyscy woleli pójść wcześnie spać i zregenerować siły na następny dzień. Zebrała, całą odwagę i ruszyła opustoszałym korytarzem w stronę wejścia do lochów. 

Kiedy weszła do lochów ogarnął ją chłód i ciemność. Odpaliła pochodnie, którą ze sobą wzięła i ruszyła. Szybko znalazła się w pomieszczeniu, w którym leżały jakieś graty. Wybrała drzwi po lewej stronie. Za nimi korytarz prowadził w prawo, do momentu, kiedy się nie rozdzielał. Dalej mogła iść prosto lub w lewo. Ruszyła przed siebie. Po kilku krokach ujrzała drzwi po prawej stronie. Przyłożyła do nich ucho, ale niczego nie usłyszała. Spróbowała je otworzyć, ale nie chciały ustąpić. Zdecydowała, więc, że cofnie się i ruszy korytarzem idącym w lewo. Po chwili marszu droga znowu skręcała w lewo. Szła dalej, aż natrafiła na drzwi. Po dokładnym osłuchaniu stwierdziła, że chyba nic jej tam nie zagraża (oczywiście na tyle na ile można być bezpiecznym w nawiedzonych lochach) otworzyła je. 

W pokoju ujrzała straszny widok. Na ścianie wisieli przyczepieni za ręce i nogi mężczyźni. Widać było, że byli długo torturowani, jeden wyglądał na nieprzytomnego, ale z ust drugiego nagle wydobył się cichy głos, który poprosił Terenie o pomoc. Ta ze strachu ignorując go, zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Kiedy stała przy piecu usłyszała dziwne dźwięki i kroki dobiegające zza drzwi, którymi weszła. Odruchowo chwyciła pogrzebacz i podeszła do drzwi po drugiej stronie tego pomieszczenia.  Kiedy znowu usłyszała dźwięk, tym razem trochę głośniejsze, otworzyła drzwi i zaczęła biec korytarzem. Jej pochodnia zgasła zaraz po ruszeniu, więc nie widziała absolutnie niczego. Z pogrzebaczem w ręku, potykając się biegła korytarzem. Prosto, w lewo, w lewo, w prawo, tu korytarz zrobił się trochę szerszy jednak Terenia nie zatrzymała się tylko pobiegła dalej, znowu wybierając lewy korytarz. Kiedy wbiegła na górę po schodach i skręciła w drzwi po lewej stronie wpadła do dużego pomieszczenia. Nie widziała dużo w ciemności, ale wydawało jej się, że już w nim była. Badając ściany domyśliła się, że jest to pomieszczenie, do którego trafiła schodząc schodami z zamku. Ukryła, więc pogrzebacz i powoli podeszła do schodów. Weszła nimi na górę i po cichu zakradła się do swojej komnaty. Kładąc się do łóżka była jeszcze bledsza i jeszcze bardziej roztrzęsiona niż zazwyczaj.

Dzień Drugi

Kiedy na śniadanie zeszli wszyscy oprócz Tereski, członkowie drużyny zaniepokoili się. Bolesław poszedł na górę i zobaczył leżącą w swoim łóżko bladą jak ściana kobietę, która sprawiała wrażenie jakby się ciężko pochorowała. Przyniósł jej jedzenie na górę, żeby mogła nabrać sił. W tym samym czasie Alojzy spotkał się z Hrabią. Liczył na interesujący wywiad jednak nie dowiedział się zbyt wielu ciekawych rzeczy, a na dodatek zirytował gospodarza. Kiedy tylko Terenia poczuła się lepiej podziękowali hrabiemu za gościnę i udali się na dwór Rejenta. Kiedy dotarli na miejsce szczęśliwie okazało się, że właściciel już wrócił z wyprawy. Jednak ich uwagę odciągnęła kłótnia dwóch mężczyzn. Nie wiedzieli, o co poszło,ale obserwowali jak emocje interlokutorów rosną. Gdyby nie interwencja Rejenta, który przerwał ich spór mogło dojść do rękoczynów. 

Spytał drużynę kim są i czego chcą, ale nie miał tego dnia czasu, żeby z nimi dłużej porozmawiać. Umówili się na spotkanie w karczmie w Byrtnikach następnego dnia. Na miejscu mieli powołać się na Rejenta, żeby wszystko poszło na jego koszt. W zamian mieli zabrać ze sobą i przypilnować jednego z kłócących się mężczyzn. Okazało się, że nazywa się Julek. Podróż minęła im szybko, a po przyjechaniu niemalże od razu poszli do karczmy. Pojedli i popili. Porozmawiali z Juliuszem i wybadali go o co poszło podczas kłótni. Dowiedzieli się o bójce i jej przyczynie. Jak się okazało Juliusz był poetą. Wystawił sztukę, która nie spodobała się carskiemu poplecznikowi. Od tego się zaczęło a potem już tylko było gorzej. Niedługo później wszyscy zdecydowali, że przyszła pora żeby pójść spać.

Dzień Trzeci

Następnego dnia rano Julek nie przyszedł na śniadanie. Zmartwiło ich to, więc Alojzy poszedł sprawdzić jego pokój. Znalazł tam tylko kawałek kartki z wierszem, którego kompletnie nie zrozumiał i biało-czerwony kwiat z papieru. Schował go do kieszeni, a świstek z wierszem zabrał na dół. Podzielił się nim ze swoimi towarzyszami, jednak oni też nie mieli pojęcia, o co może chodzić. 

Kiedy do karczmy wszedł Rejent kończyli już śniadanie. Powiedzieli mu o zniknięciu Julka, jednak nie przejął się tym bardzo. Zaprosił ich za to na polowanie, umówili się za cztery dni w lesie. Wszyscy mieli nadzieje, że wtedy wreszcie dowiedzą się czegoś pożytecznego. Chwile potem jak Rejent wyszedł do pomieszczenia wpadł student i poprosił ich o pieniądze na bilet. Terenia stwierdziła, że gdyby nie imprezował i prowadził pobożne życie, to miałby pieniądze na bilet do miasta. Zdenerwowany młodzieniec zaczął ją obrażać. Wkurzyło to Bogusława, który nagle go zaatakował. Zaczęli się bić, na początku pojedynek wyglądał na wyrównany jednak po chwili student uderzył z taką siłą, że cały nos Bogusława zapadł się w głąb czaszki, a on sam osunął się na ziemię. Przerażony student uciekł. W pogoń za nim rzucili się Terenia i Zelvinas.  W tym czasie Alojzy starał się pomóc towarzyszowi. Delikatnie przesunął nos na swoje miejsce i odprowadził go do łóżka, aby mógł odpocząć. 

Reszta grupy szukała studenta. Kiedy wreszcie go dogonili zobaczyli, że stoi w grupie kolegów i chyba opowiada im o tym, co się właśnie stało. Było ich zbyt wielu, żeby ich pobić, szczególnie, że bardzo dobrze widzieli, jaką siłą dysponują ci młodzieńcy. Zdecydowali się wezwać carskich żołnierzy, aby to oni rozprawili się z problematyczną grupą. Po chwili poszukiwań Tereni udało odnaleźć ich siedzibę. Kiedy wytłumaczyła, co się stało poszli do karczmy obejrzeć poszkodowanego, a potem przesłuchać Zelvinasa. Podziękowali im za obywatelską postawę, po czym poszli aresztować studenta, czym bardzo wszystkich ucieszyli.

Kiedy Bogusław odpoczął wszyscy razem spotkali się, żeby ustalić plan działania. Za cztery dni, musieli pojawić się na polowaniu w lesie. Chcieli dobrze wykorzystać czas, który im pozostał. Wspólnie zdecydowali, że trzeba jeszcze raz przeszukać lochy, tym razem większą ekipą. Byli niemal pewni, że dziwna krypta na polu jest z nimi połączona, więc szybko wyruszyli.

Drogę zastąpił im dziwnie wyglądający mężczyzna, który mówił od rzeczy. Ostrzegł ich przed wielkimi bobrami, a kiedy spytali się go, o jakich bobrach mówi odpowiedział, że o tych wszystkich, które tu są.  Ten zaskakujący człowiek nagle krzyknął – właśnie się pojawiły i musi je upolować, po czym ruszył w stronę jeziora. Grupa, trochę śmiejąc się z wielkich bobrów kontynuowała wędrówkę. 

Drzwi do krypty były delikatnie uchylone, więc po kolei się nimi prześlizgnęli. Kiedy badali wnętrze budynku Alojzy podniósł obluzowaną płytkę z podłogi. Pod nią ukazały się schody, którymi zeszli. Terenia, idąca pierwsza poczuła po swojej prawej stronie drzwi. Przystawiła do nich ucho i nasłuchiwała. Z wnętrza dobiegały męskie głosy. Pomyśleli, więc że lepiej poszukać innej drogi. Znaleźli malutki korytarz odchodzący w lewą stronę. Były w nim drzwi, za którymi znajdowało się niewielkie pomieszczenie. Na pierwszy rzut oka nie było w nim drzwi, jednak po dokładnym zbadaniu Alojzy i Bogusław (tylko oni się zmieścili) odkryli, że jedna ze ścian to tak naprawdę zamaskowane drzwi, na środku których pod cegłą schowany jest system otwierania. 

Zelvinas pociągnął dźwignię w dół. W momencie, kiedy to zrobił dzida wyskoczyła ze ściany i ukłuła go w bok. Natychmiast się cofnął. Wtedy przy drzwiach stanął Alojzy. On z kolei przełożył przekładnie w górę, dzida ugodziła go tym razem z drugiej strony. Terenia zdenerwowana bezradnością chłopaków również spróbowała otworzyć drzwi, ale i ona została dźgnięta. Wtedy Alojzy stwierdził, że może trzeba spróbować obsłużyć mechanizm na odległość, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo.  Z pomocą towarzyszy zbudował konstrukcję, która pozwalała na pociągnięcie dźwigni w górę. Pociągnął więc i w tym momencie lina została przecięta i spadła na zakrwawioną podłogę.

Bogusław nagle powiedział, żeby byli cicho, bo coś słyszy. Po chwili wszyscy usłyszeli zbliżające się do nich ciężkie kroki. Przestraszyli się, ale nie mieli jak uciec, więc czekali. W ciemnym korytarzu pojawiła się znajoma postać Klucznika. Wiedzieli, że nie oznacza to niczego dobrego. Mężczyzna spytał się, co tu robią, ale nie uwierzył w ich opowieść o dziwnym myśliwym poszukującym bobrów, przed którym się tu schowali. Wyprowadził ich z krypty i kazał zniknąć, po czym sam wrócił do lochów zamykając za sobą wszystkie drzwi i klapy. 

Kiedy wszystkie odgłosy ucichły odczekali jeszcze trochę czasu i spróbowali otworzyć wrota krypty ponownie. Te jednak były mocno zatrzaśnięte. Musieli wszyscy na raz je pociągnąć, żeby wreszcie ustąpiły. Były otwarte jeszcze węziej niż poprzednio, więc musieli się bardzo postarać żeby przez nie przejść. Kiedy robił to Alojzy, z jego kieszeni wypadł biało-czerwony kwiat, co nie umknęło uwadze towarzyszy. Wyjaśnił im, że znalazł go na łóżku w pokoju Juliusza, razem z wierszem. Kiedy wszyscy przeszli, wspólnymi siłami podnieśli płytkę i zeszli schodami w dół. Tym razem zdecydowali się wejść do pomieszczenia po prawej stronie, pomimo tego, że słychać było stamtąd męskie głosy. 

Otworzyli drzwi i od razu ruszyli do ataku. Element zaskoczenia dał im początkowo przewagę. Jednak szybko okazało się, że było ich więcej i fizycznie zbóje przeważali nad nimi. Nie poddawali się i dalej stawiali opór. Pierwszy pokonany został Alojzy, a zaraz po nim Bogusław. Chociaż wróg odnosił straty, to na miejsce pokonanych ciągle pojawiali się nowi. Po bohaterskiej walce polegli również Terenia i Zelvinas. Ich ciała zbóje zostawili tam gdzie padły. Tak żywota dokonała pierwsza drużyna odwiedzająca Powiaty.

Photo by Jr Korpa on Unsplash

c

Lorem ipsum dolor sit amet, unum adhuc graece mea ad. Pri odio quas insolens ne, et mea quem deserunt. Vix ex deserunt torqu atos sea vide quo te summo nusqu.