Od czego zacząć

Od czego zacząć

Wszystko ma swój początek w ludziach

Podczas tegorocznej edycji RPGaDay padło pytanie, które dotyczyło tego jaki system najlepiej się sprawdzi przy wprowadzaniu nowych osób do hobby. Tak się złożyło, że w sierpniu nie poświęciłem temu tematowi należytej uwagi. Towarzyszyło mi takie przeświadczenie, że wszystko zależy od ludzi. Jeżeli trafi się dobra, troskliwa grupa to system w zasadzie nie ma znaczenia. Jednak jakiś czas temu moja koleżanka stwierdziła, że bardzo chciałaby zagrać w RPG. Nigdy tego nie robiła, ale obracała się w kręgu osób, które często siadały do stołu. Bardzo się ucieszyłem, że postanowiła skorzystać z mojego doświadczenia. 

W momencie, w którym zacząłem planować to przedsięwzięcie zaczęły się schody. W ciagu ostatniego roku poznałem taką masę systemów, że stanąłem w obliczu nadmiaru propozycji. Kiedyś bym pewnie sięgnął po Warhammera. To mój pierwszy system, który darzę ogromnym sentymentem. W ciągu ostatnich kilku miesięcy czuję się jednak nim zmęczony, więc z miejsca go odrzuciłem. Szukałem czegoś prostego, ale z jakimś charakterystycznym, wyróżniającym się elementem. Padło na Mausrittera, który w Polsce ukazał się nakładem wydawnictwa Stinger Press.

Wreszcie gra z gadżetami

Wydarzyło się tak z dwóch powodów. Przede wszystkim już od jakiegoś czasu chciałem sprawdzić tę grę, zwłaszcza, że dzięki Erpegowemu Piekiełku w moje ręce wpadła pięknie wydana edycja pudełkowa. W skład której poza podręcznikiem podstawowym wchodzą żetony ekwipunku, rundomierz, niewielka lokacja, ekran prowadzącego i karty postaci. Kartoniki z przedmiotami są wykonane w taki sposób, żeby zajmować odpowiednią ilość miejsca na karcie bohatera, dzięki temu kontroluję się, czy postać nie niesie za dużo i czy ma dany przedmiot pod ręką. Na dodatek każdy taki klocek ma przygotowane miejsca do zaznaczania zużycia i w przypadku broni kość obrażeń. Widziałem, że podczas tworzenia bohaterów moje graczki i gracz byli sceptycznie nastawieni do tego pomysłu, ale w trakcie grania i pojawiania się kolejnych łupów zaczęli doceniać ten prosty i skuteczny system. Ostatecznie spodobało im się. Moim zdaniem jest to bardzo udany dodatek, który sprawia, że gra się wyróżnia spośród innych. Dlatego tak bardzo chciałem prócz polskiej wersji mieć tą oryginalną. 

W trakcie czytania pierwszych stron okazało się, że mechanika jest inspirowana Into the Odd. Moje pierwsze doświadczenia z tym silnikiem wyniosłem z gry w Cairna. Dzięki temu nie miałem większych trudności z przyswojeniem zasad, zwłaszcza że są dosyć podobne, jeżeli nie identyczne. Zresztą we wstępie autor wymienia wszystkie inspiracje, więc nie jest to żadna tajemnica. Tym, co mnie najbardziej kupiło jest część podręcznika dedykowana mistrzowi gry. Na wstępie dostajemy tam pryncypia gry oraz wskazówki jak prowadzić Mausrittera. 

Jednak dla mnie najcenniejsze są rozdziały poświęcone budowaniu świata oraz lokacji na pojedynczą przygodę. To są elementy, których najbardziej brakuje mi w Cairnie. Chociaż czasami może być to jego zaletą. Niemniej przygotowując się do tego zamówionego jednostrzała bardzo doceniłem zawarte w podręczniku wskazówki oraz instrukcje tworzenia okolicy. Dzięki temu drużyna miała poczucie, że las, w którym się znajdują jest tylko niewielką częścią otaczającego ich świata. Ponadto udało mi się nakreślić różne frakcje działające w okolicy, dzięki czemu całość ich działań miała jakiś kontekst i odniesienie do agend innych aktorów. Istotnym mechanizmem w Mausritterze jest liczenie rund, do czego został skonstruowany rundomierz. Jest to bardzo proste narzędzie, ale rzeczywiście ułatwiające prowadzenie narracji. Zaznaczamy na nim przebieg eksploracji, co trzy miejsca mamy wyróżnione pole i wówczas dochodzi do spotkania losowego. W podręczniku opisano również jak stworzyć tabelkę takich spotkań. Podsumowując warto korzystać z zaproponowanych narzędzi. Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się proste, ale to nie jest ich wadą tylko zaletą.

Początek nie musi być trudny

Prosta mechanika

Wróćmy zatem do pytania postawionego na samym początku – od jakiej gry warto zacząć swoją przygodę z RPG? Moim zdaniem od takiej, która nie ma bardzo skomplikowanej mechaniki. W tym przypadku można też przyjąć założenie, że może to być gra z uproszczoną mechaniką. Niekiedy startery oferują nam taką możliwość, żeby zagrać w jakiś system poznając pewien wycinek tego, co się znajduję w podręczniku głównym. Dlaczego tak uważam? Przede wszystkim wychodzę z założenia, że fajniej się gra, kiedy jest się w pełni świadomym tego, co się dzieje przy stole. To znaczy, że każda osoba rozumie dlaczego wykonuje się jakieś rzuty, kiedy osiąga sukces i dlaczego tak się dzieję. Niejednokrotnie zdarzało mi się grać w jakiś system po raz pierwszy i nie w pełni znać jego zasady. W przypadku bardziej skomplikowanych gier, prowadzący nawet nie starał się wytłumaczyć wszystkich jej niuansów. Pewnie trwałoby to dłużej niż cała sesja. W konsekwencji mój mechaniczny udział sprowadzał się do rzucania kostką, bądź dawania jakichś sztonów, kiedy ktoś mi to zaordynował. Będąc w miarę świadomym graczem, mogę zaakceptować takie rozwiązanie, ale grając po raz pierwszy w RPG chciałbym mieć poczucie, że doświadczyłem go w pełni, a nie tylko narracyjnie. Dlatego zachęcałbym do skorzystania z prostej gry, czyli na przykład Mausrittera albo Cairna. 

Intuicyjny świat

Udało mi się wyodrębnić jeszcze kilka elementów, na które zwróciłbym uwagę przy wybieraniu systemu dla osoby rozpoczynającej swoje przygody z naszym hobby. Przede wszystkim jest to intuicyjność świata, czyli wybór takiego, który w jak największym stopniu czerpie z naszej rzeczywistości, bądź jest szeroko znany z popkultury. Wybierając Mausrittera bazowałem na podręcznej wiedzy każdego z nas. W trakcie grania okazało się, że była nieco zróżnicowana i nie każdy wiedział, że sowa stanowi naturalne zagrożenie dla myszy, ale wystarczyło, że ktokolwiek to wiedział. Podobnie w przypadku światów wyobrażonych, które bezpośrednio odwołują się do naszego, jak chociażby Warhammer, czy Wolsung. 

Łatwa dostępność

Zwróciłbym też uwagę na łatwą dostępność danej gry, a co za tym idzie przystępność treści w niej zawartych. Powiązałem ze sobą te dwie kwestie, bo zakładam, że jak komuś się spodoba nasze hobby to prędzej, czy później zechce sięgnąć po jakiś podręcznik. Musi mieć wówczas taką możliwość, czyli zachęcałbym do pokazywania gier, które są w sklepach. Co więcej wybrałbym takie, które są napisane w przystępny i zrozumiały sposób. Wychodzę z założenia, że pierwsze wrażenie w tym przypadku jest kluczowe. Jeżeli ktoś natrafi na pogmatwane zasady, które nie przeszły należytej redakcji, to po prostu odbije się od nich i może uznać, że prowadzenie jest tylko dla osób z dużym samozaparciem. A to przecież nieprawda. 

To coś

Ostatnią rzeczą, na którą zwróciłbym uwagę, ale traktuję jako coś całkowicie opcjonalnego jest element, który wyróżni ją spośród innych podobnych. To coś fajnego, co osoba pierwszy raz grająca w RPG zapamięta. W przypadku Mausrittera, to były te drobne elementy i piękne wydanie. Przy Wyprawie za mur wyróżniłbym wspólne tworzenie wioski. To zapada w pamięć. Warto znaleźć coś wyjątkowego, żeby zachęcić do dalszego grania, ale jak już wspominałem to dodatek. Zazwyczaj wystarczy dobra atmosfera przy stole.

Spełniajcie swoje marzenia

Myślę, że warto się otworzyć na potrzeby innych i swoje. Dzięki temu możecie nie tylko spełnić czyjeś pragnienia, ale także zaspokoić swoje. Udało mi się wciągnąć nową osobę do naszego hobby, a przy okazji wykorzystać wreszcie pudełkowa wersję Mausrittera. Wiele wskazuje na to, że za jakiś czas zagramy znowu, ale tym razem będą, to Monsterheartsy. Trzymajcie kciuki, może tym razem się uda, bo to już kolejne podejście. 

c

Lorem ipsum dolor sit amet, unum adhuc graece mea ad. Pri odio quas insolens ne, et mea quem deserunt. Vix ex deserunt torqu atos sea vide quo te summo nusqu.

Wieści z gawry

Pazuremspisane, wprost do Twojego legowiska